Telefon z Norwegii
Do programu dodzwonił się pan Artur, emigrant z rocznika 1967, który od 2001 roku mieszka poza Polską - ponad sześć lat spędził w Stanach Zjednoczonych, ponad sześć lat w Anglii, a obecnie mieszka w Norwegii. Zaznaczył, że jego rodzina pochodzi z Krosna i okolic. Widz wrócił pamięcią do lat 80., kiedy jako nastolatek wyjeżdżał w Bieszczady i spędzał czas przy ognisku z ukraińskimi rówieśnikami. Według jego relacji młodzi Ukraińcy mówili mu wówczas, że od dziecka uczy się ich nienawiści do Polaków. Jak podkreślił, te słowa dźwięczą mu w uszach do dziś, choć jednocześnie zastrzegł, że sam nie ma uprzedzeń i zna wielu Ukraińców oraz osoby różnych narodowości.
Powołując się na ćwierć wieku doświadczeń emigracyjnych i pracę zarówno z Rosjanami, jak i Ukraińcami, widz w ostrych słowach zakwestionował tezę o bliskości kulturowej Polaków i Ukraińców.
- Jeżeli słyszę, że ktoś mówi, że Latynosi, Kubańczycy czy tam z Ameryki Środkowej, oni są chrześcijanie, oni są kulturowo podobni do nas, Ukraińcy są kulturowo podobni do nas, to są ludzie, którzy za przeproszeniem, w d.... byli i g.... widzieli - mówił pan Artur.
Na słowa widza błyskawicznie zareagował Piotr Ikonowicz. - Drogi Panie, nie wszyscy niestety pochodzą spod Krosna. I to jest nieszczęście - skwitował. Gdy pan Artur przekonywał dalej, że relacje z Ukraińcami to kwestia zderzenia zupełnie odmiennych kultur i myślenia, Piotr Ikonowicz odciął się krótko: - To co Pan prezentuje to jest raczej bezmyślność, a nie myślenie.
Pan Artur gościom w studiu zarzucił, że "gadają głupoty" i są oderwani od rzeczywistości. Przekonywał, że czym innym jest pojechać na wycieczkę i poobcować z ludźmi, a czym innym z nimi żyć, rozmawiać i pracować.
Jakub Ferek: anegdota za anegdotę
Jako pierwszy do słów widza odniósł się Jakub Ferek z partii Razem. Zastrzegł, że przez całą dyskusję oponował przed odwoływaniem się do anegdot i pojedynczych doświadczeń, ale skoro taki argument padł, odpowiedział własnym przykładem. Opowiedział o swojej narzeczonej, Ukraince z polskimi korzeniami i polskim obywatelstwem, która skończyła w Polsce prawo i otwiera własny biznes, oraz o jej mieszkających na Ukrainie rodzicach, którzy o Banderze wypowiadają się wyłącznie negatywnie i uważają, że na Ukrainie za mało mówi się w szkołach o banderyzmie i UPA.
Polityk podkreślił, że sam podczas wielu pobytów na Ukrainie spotykał się z doświadczeniem odwrotnym niż widz i jako obcy zawsze był traktowany jak swój. Przestrzegał przed generalizowaniem.
- Ludzie są różni, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą - zaznaczył Jakub Ferek.
Spór o "listy śmierci"
W dalszej części dyskusji padł ze strony Michała Nieznańskiego wątek funkcjonującej na Ukrainie listy, na której - według wypowiedzi w studiu - mieli znaleźć się m.in. wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak oraz Rafał Mekler w związku z protestami transportowców. Przywołano również głośne zabójstwo rosyjskiego opozycjonisty w Polsce, który także miał figurować na tej liście. Padł argument, że żadne inne cywilizowane państwo nie ma podobnej listy.
Z taką interpretacją polemizował Piotr Ikonowicz. Przypomniał, że istnieje również lista wymieniająca wielu polityków lewicy, zawierająca nazwiska i adresy oraz nawołująca do mordu, której nazwy nie chciał podawać, by jej nie popularyzować. Jego zdaniem tego typu listy tworzą "ludzie wynaturzeni", a obciążanie za nie całych narodów jest nieuprawnione. - Mówienie, że za tę aberracją absolutną odpowiada cały naród, jest bezczelnym i naiwnym kłamstwem. Bo nikt w to nie uwierzy - powiedział Piotr Ikonowicz.
Janusz Kowalski: odesłać Ukraińców, Polaków ściągnąć z emigracji
Zdecydowane stanowisko zaprezentował Janusz Kowalski. Poseł zwrócił uwagę, że Polska jako jedyne państwo w Unii Europejskiej ma przepisy wyborcze zwalniające mniejszości narodowe z progu 5 procent. Ostrzegał, że w przyszłym Sejmie może pojawić się lista ukraińska, a kilku posłów o - jak to określił - banderowskich poglądach mogłoby stać się języczkiem u wagi przy rozdrobnionej scenie politycznej. Zadeklarował, że jest zwolennikiem natychmiastowej likwidacji tych przepisów.
Janusz Kowalski stwierdził też, że Polacy muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcą mieć w kraju półtora miliona lub dwa miliony Ukraińców. Zadeklarował, że jest zdecydowanie przeciw, wskazując na jego zdaniem nieuchronne napięcia narodowościowe, społeczne i kulturowe.
- Uważam, że prawica musi wygrać wybory z programem odesłania Ukraińców na Ukrainę. Po prostu wszystkich - powiedział poseł. Opowiedział się również przeciwko wpuszczaniu do Polski kolejnych obywateli Ukrainy, w tym weteranów, i za natychmiastowym odesłaniem wszystkich, którzy mają dziś możliwość walki na Ukrainie.
Mimo ostrego języka widza polityk pozdrowił pana Artura i zachęcił do powrotu do ojczyzny.
- Chciałbym pana bardzo serdecznie (...) pozdrowić i zachęcić, żeby jednak wrócił do Krosna i wrócił do Polski - mówił Janusz Kowalski, apelując o powrót także do Polonii z USA czy Wielkiej Brytanii. Zaproponował przy tym rozwiązanie podatkowe, które miałoby zachęcić do powrotu polską emigrację po 2004 roku - podatek liniowy w wysokości 10-12 procent, bez ulg.

Komentarze
Dodaj komentarz